W poprzednich stuleciach kradzież była nagminna. Z wielu powodów, ale głównym z nich był brak możliwości złapania złodzieja, o ile nie przyłapało się go na gorącym uczynku. A to groziło bardzo poważnymi karami, od chłosty, po ucięcie ręki i tortur, aż po spalenie na stosie czy powieszeniu. Kobiety od zawsze były dobrymi złodziejkami. Mówi się nawet, że kobiety złodzieje są sprytniejsze od mężczyzn z tej profesji. Do historii przeszły nawet kobiety złodziejki takie jak Anna Bylińska i Katarzyna Ochryń, które podczas mszy chowały się w kościele, a po nabożeństwie wynosiły akcesoria liturgiczne. Również fauszowanie monet było znacznym przestępstwem i odnotowano wiele kobiecych nazwisk związanych z tym postępkiem. Kradzieże w domach publicznych stanowiły normę. Prostytutki w ten sposób dorabiały, a doszło nawet do tego, że zwykłe złodziejki podszywały się pod prostytutki, aby móc lepiej i więcej kraść. Do słynnych kradzieży należą również te czynione przez służbę po śmierci swojego pana. Najczęściej w ten sposób służba, w tym szereg służących, rekompensowała sobie złe obchodzenie pana ze służbą za życia. Kobiety tworzyły niekiedy całe gangi zbójeckie, więc być może mit, że Robin Hood był złodziejem, jest fałszywy…
